https://vimeo.com/75662862




Sztuka jest doświadczeniem, któremu poddajemy samych siebie, kiedy otwieramy się na innych, gdy się z nimi mierzymy po to, aby zrozumieć samych siebie w podstawowym, ludzkim sensie.

Oznacza to tworzenie wyjątkowych sytuacji, w których nasze codzienne maski nie funkcjonują.



 42 x 28 cm, akryl, kredki, kolaż na prześcieradle, mapie, płótnie (wybór)
To kultura – w każdym razie nowożytna kultura Zachodu – doprowadziła do podziałów w człowieku: na ciało i psychikę, na popędy i świadomość. Podzielony, w geście i słowie nieszczery – człowiek jednak tęskni za autentycznością, za organicznością, za całkowitością, za spełnieniem. (...)

Nie idzie o to, by się wyrzec części naszej natury; wszystko winno trzymać swe miejsce naturalne: ciało, serce, głowa, coś, co znajduje się «pod naszymi stopami» i coś, co znajduje się «ponad głową». Wszystko jak linia wertykalna, i ta wertykalność powinna być rozpięta między organicznością i the awareness. Awareness to znaczy świadomość, która nie jest związana z mową (z maszyną do myślenia), lecz z Obecnością.
Jerzy Grotowski

"I'm walking artist - powsinoga" - arteria Łódź - Częstochowa - performance drogi

ART.eria 3 strzał - Festiwal Sztuki w Przestrzeni Publicznej Częstochowa 7-8.09
 http://kulturoholizm.pl/festiwal-art-eria/3-strzal/


Na Festiwal Art.erie poszłam pieszo. Szłam sama 5dni.
Niczym wędrujący w poszukiwaniu azylu nomada, nocowałam u ludzi, pukając do drzwi ich domów.
Trasa w trakcie marszu znacznie się zmieniła od tej jaką planowałam przed wyjściem.
Bałam się Bełchatowa, ominęłam go z zachodniej strony (mam beznadziejną orientację w terenie, gubię się nawet w Łodzi; do tej pory nie wiem czy była to jego zachodnia strona).
Łódź, Ksawerów, Rydzyny, Las Rydzyński, Dłutów, Podstoła, Drużbice, Mikorzyce, Kluki, Kuźnica Sulmierzycka, Sulmierzyce, Strzelce Wielkie, Nowa Brzeźnica, Ważne Młyny, Broniszew Stary, Cykarzew, Rybna, Kuźnica Kiedrzyńska, Czarny Las, Częstochowa.
Zrobiłam przez to więcej kilometrów niż zakładałam - ponad 150.
Szłam takimi wsiami, że ich mieszkańcy dziwili się, że znalazłam do nich drogę. W Mikorzycach np są tylko 4 domy. Pamiętam dość zabawny komentarz: "Jak to policja nie wie jak do nas dojechać, a pani do nas trafiła?"
Oprócz marszu istotną częścią mojego działania była rejestracja dźwięków, pieśni, tego wszystkiego co głosem opowiadałam, będąc na otwartych przestrzeniach (powstało ponad 5GB dźwięków oraz zapis filmowy).
Śpiewanie na polach dodawało mi energii. Istnieje coś takiego jak "modlitwa językami" i to co ze mnie wychodziło było swego rodzaju modlitwą, bez słów, ale z emocjami. Czasem miałam, aż dreszcze. Z jednej strony śpiew działał jak "oczyszczenie", z drugiej  "ładował mnie".
W czasie drogi robiłam również chabry z bibuły i rozdawałam je spotkanym na trasie osobom. To był uśmiech, gest serdeczności do drugiego człowieka, którego nie znam, widzę po raz pierwszy  i pewnie po raz ostatni w życiu. Chciałam pokazać, że w takim geście robienia i dawania kwiatków może się zawrzeć radość spotkania.

***
Czuję, że ta droga bardzo mnie zmieniła, że zostawiłam na niej wszystko co stare i niepotrzebne.
Był to czas sprawdzenia siebie i swoich granic oraz próba ich przekroczenia. Szczególnie trudna, gdy pierwszego dnia zaczęło padać, a mnie spuchła lewa stopa  i prawe kolano.

Na warsztatach "pole chabrowe" pierwszego dnia Festiwalu ART.erie - 3. strzał - podczas moich opowieści o drodze usłyszałam taki komentarz: "to niesamowite, spowolniła pani czas, ja pokonuję trasę Łódź - Częstochowa w 2 godziny i nic nie widzę,  a pani szła przez 5 dni ..."

Teraz  piszę ołówkiem w zeszycie i staram się opowiedzieć o tych 5-niach, które były dla mnie najdłuższymi dniami  życia.
Montuję również dźwięk i obraz.
Zdjęcia oraz kartki z podziękowaniami do gościnnych domów wysłane. Myślę, że skorzystam z zaproszenia, by odwiedzić wkrótce te rodziny, tak po prostu.

Na drodze wydarzyło się ze mną"coś" czego nie umiem opisać/ wyrazić  .
Jakieś obce mi dotąd poczucie "całości" i "jedności" z tym co wokół. Bycie tym samym co pole i kamienie na nim, i tym samym co drzewo, i liście, i wiatr, i woda.
Jakkolwiek dziwnie to brzmieć może, jestem tego pewna. Byłam tam. Co ciekawe byłam tam fizycznie, ale jakby nie fizycznie.
Przed oczami mam wyraźny obraz siebie, albo może lepiej "czucia" siebie na polanie, koło lasu. To był ostatni dzień marszu. Gdy myślami wracam do tego momentu słyszę szczekanie psów gdzieś daleko, a później widzę 3 sarny tuż koło mnie (już nie byłam im intruzem, obca, nie bały się! ) i biały tyłek kicającego zająca.
***
Teraz, jakkolwiek szczere będą moje próby opisania tej drogi, z pewnością nie będą one wolne od niedoskonałości. Te niewielkie, zaledwie przelotne przebłyski Prawdy, jakie dane mi było poznać, nie są w stanie dać wyobrażenia o niedającym się wyrazić blasku, który bił od niej.
To co udało mi się doświadczyć było, wydaje mi się, zaledwie słabiutkim promykiem potężnej światłości.

Pokój,uśmiech, serdeczność, dzielenie się z innymi, to dopiero siła!

o festiwalu: 
http://czestochowa.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,14569374,W_Alejach_pojawil_sie__Najmniejszy_Papiez_na_Swiecie_.html

fragmenty drogi:
https://vimeo.com/74455210

https://vimeo.com/74463144

kilka zdjęć z trasy:




"Do prawdy nie wiodą żadne ścieżki, bo to jest pięknem prawdy, że jest ona żywa. Ścieżka może prowadzić do rzeczy martwej, gdyż rzecz martwa tkwi w jednym miejscu, jest statyczna. Gdy ujrzycie że prawda jest czymś żywym, wtedy też zrozumiecie, że żywym elementem prawdy jest to, czym obecnie jesteście." 
Jiddu Krishnamurti