SZTUKA LATANIA/sztuka spadania - 17. 05. happening w przestrzeni miasta i okolice Galerii CKiS „Wieża Ciśnień”, Konin

fot. Robert Brzęcki
„Jest nas dwóch. Ptak, który dziobie, i ptak, który patrzy. Jeden umrze, jeden będzie żył”. Pijani istnieniem w czasie, zajęci dziobaniem, zapominamy  d a ć  ż y ć  tej części siebie, która patrzy. Grozi nam więc, że istniejemy tylko w czasie i na żaden sposób poza czasem. Czuć się patrzonym przez tę inną część siebie (tę, która jest jakby poza czasem) daje inny wymiar."
Jerzy Grotowski
W sobotę nie lataliśmy dosłownie, ale próbowaliśmy szukać sposobu dotarcia do ptaka, który patrzy...

***
To było ostatnie ujawnienie się Wielkiego Ptaka. Z atrybutami jakie dostał w pejzażu jurajskim - wolnością i pejzażu morskim - duchowością wszedł do miasta, do ludzi, niosąc wolność i duchowość.
Każdy mógł założyć skrzydła.
Przeprawa nie była łatwym zadaniem. Skrzydła trochę ważą, trasa była długa, ale radość spotkania, dotarcia do końca, bezcenna! Dziękuję wszystkim aktywnie uczestniczącym i współtworzącym to wydarzenie.

W tygodniu zostaną wysłane listy do osób, które znajdują się na liście adresowej Galerii CKiS "Wieża Ciśnień" w Koninie. W środku będą słowa, karteczki ze słowami, napisanymi przeze mnie.
Początkowo planowałam zostawić je na ulicach Konina, ale deszcz jakoś tak zrobił, że zdecydowałam wysłać je personalnie do mieszkańców miasta.
" poszła na łąkę i uplotła z nich wianek, miała 70 lat"

http://www.kulturalnykonin.pl/aktualnosci/1167-powszechny-udzial-zamiast-widowiska

ZNACHORKA - Humanoid 2; 9.05, Galeria Ptapty, Poznań

zdj. Jarema Drozdowicz
ptak na plecach

ZNACHORKA to performance jaki zrobiłam  w Poznaniu w Galerii "Ptapty" na kolejnej odsłonie Humanoida.
Najpierw zdmuchiwałam z dłoni popiół i sypałam go w krąg, nucąc do tego delikatnie melodię. Obsypane były dłonie i stopy.
Później wyciągnęłam z jednego worka specjalny trunek. Chciałam wznieść toast za  każdą obecną w galerii osobę i symbolicznie wypić z każdą obecną osobą w galerii za to,  że ŻYJE.
(Osobiście, jeszcze nigdy nie piłam za to, że żyję, nie dziękowałam)
Śpiewałam za każdym razem staropolski toast:
"mój kieliszku malowany srebrem, złotem powlekany daj się pochylić zdrowie ... (imię osoby, do której się śpiewało) posilić.
Bo jej/jego dusza tego godna, żeby wypić wszystko do dna. Do dna oj do dna, bo ona tego godna"
Zachęcałam przy tym, by inni śpiewali ze mną, bo toast zawsze był ten sam.
Dostałam: zatrzymane przed wypadnięciem z oczu łzy, parę mocnych uścisków  i obrazek z Chrystusem.
Okazało się, ze Ewa, która przyszła tego dnia na wernisaż miała akurat urodziny. Zaśpiewalismy jej 100 lat :-D
Upiłam się jak nigdy, bo to była nalewka na spirytusie. Poszłam później spać.
Ale dnia następnego nie miałam ani bólu głowy, ani nic. Co więcej czułam się jakby uduchowiona, lekka bardzo, bez ciała, hmmm, ciekawe.
Ale chyba nie mogłam mieć kaca. W końcu piłam na zdrowie, za zdrowie na życie, za życie tylu pięknych ludzi!
To był dla mnie hurtcore! na maxa, bo ja nie planowałam się tak upić. Miałam specjalnie jeden kieliszek, by z niego  śpiewać i dawać innym, ale pojawił się drugi kieliszek zaraz jak śpiewałam toast do pierwszej osoby... i jako że performance jest zawsze żywy tak oto zmienił się jego scenariusz,
co w efekcie dało jeszcze mocniejszy wyraz.

DZIĘKUJĘ!
Stowarzyszenie Kultura Aktywna za zaproszenie!

Humanoid 2 miał odsłonę w Galerii PTAPTY, wystawa potrwa do 22 maja.

Tanz der Lebensfreude - happening w przestrzeni miasta Ustki

„Ludzkie zamieszkiwanie świata – pisze Francois Chirpaz – polega na tym, by pozwolić się unosić biegowi rzeczy i działać, by być otwartym i sprawiać, że świat się otwiera, by wybiegać mu naprzeciw i umieć go oczekiwać, by komunikować się z nim w poczuciu swojskości”

  Gdy Edyta Wolska poprosiła mnie bym przeprowadziła happening w przestrzeni miejskiej Ustki aktywizujący mieszkańców i turystów, wiedziałam, że nie mogę zrobić nic "ciężkiego". Majówka w końcu to czas odpoczynku. Mówiąc szczerze nie do końca byłam pewna co chcę dokładnie zrobić.  Przyjechałam parę dni wcześniej, by poobserwować, pobyć, poczuć miejsce.
Retysio, co ci wszyscy ludzie tu robią, jak spędzają czas? Istnieje jakaś granica w jedzeniu gofrów, kebabów przecież,  a teraz jest nawet za zimno, by móc leżeć na plaży.
Chciałam stworzyć sytuację dobrej zabawy i radości.
   W Ustce jest sporo kuracjuszy, właściwie teraz na łikendzie majowym było ich więcej jak turystów. Jednego wieczora odważyłam się, by pójść do nich do pensjonatu na dancing.  Może się to wydać dziwne, bo jaki młody człowiek chodzi na takie "staroświeckie"zabawy. A ja tymczasem zapragnęłam poznać takich kuracjuszy. Chciałam zobaczyć jak bawią się ludzie w wieku moich rodziców, którzy pomimo lat nie stracili radości życia. (Myślę, że zrobiłam to ze względu na moich rodziców, bo widząc tych starszych wiekiem ludzi, myślałam o nich, głównie o tacie). 
W Tęczy na dancingu było cudownie, byłam najmłodsza, mogłam być ich córką, wnuczką nawet. Bawiliśmy się świetnie.Kupili mi piwo i czekoladę. Śpiewałam im do mikrofonu, bo słyszeli jak tego dnia śpiewałam razem z koleżanką na ulicy i mnie o to poprosili. Następnego dnia wszyscy przyszli na moje wydarzenie. Tańczyliśmy na promenadzie przez godzinę. To był szalony taniec wywijaniec do starych szlagierów min.: Mieczysława Fogga, Jana Kiepury, Happy End, Haliny Frąckowiak itp.  Zapraszaliśmy wtedy każdego do tańca.Ci najstarsi byli najlepszymi tancerzami.
Wskrzesiliśmy czas. Na chwilę na promenadzie świętowaliśmy żywe, radosne Święto Tańca Radości Życia.

Tanz der Lebensfreude dedykuję moim rodzicom.

Tytuł celowo w języku niemieckim. Dla większości starszych ludzi ma on tylko jedno skojarzenie, co przy obecnej sytuacji na Ukrainie niesie dodatkową informację - pokojową. Wydało mi się potrzebne, by pisać, mówić o miłości i radości życia właśnie w tym języku.
Tym bardziej, że parę dni wcześniej śpiewałam z koleżanką na ulicy właśnie ukraińskie i rosyjskie pieśni.

fot. Krzysztof Tomasik



potrzeba nowego renesansu