obwarzanki-śpiewanki

 Uwielbiam obwarzanki. Takie starego typu na sznureczku. Gdy tylko widzę możliwość kupienia, nie mogę sobie odmówić. Za bardzo chyba kojarzą mi się z dzieciństwem i z odpustami na wsi u babci w Rogowie.
W sobotę ok 22.00 na rogu ulic ...., niedaleko Manufaktury, spotykam  Pana, który jeszcze je sprzedaje.
Kupuję od razu dwa "naszyjniki". Obok stoi Pani, na maleńkim stoliku ma wystawione różnej maści kosmetyki. Jej samochód zapchany jest przeróżnymi przedmiotami; są tam maskotki, książki, pudła;  w tym gąszczy rzeczy wybija się też zniszczona tekturka z napisem 'fryzjer gratis'. Taka wystawa fascynuje mnie i przeraża jednocześnie.
Zagaduje mnie. Rozmawiamy dłużej, Nie wiem jak długo tam stałam, po prostu nagle zrobiło mi się zimno, nie byłam najcieplej ubrana jak na tę porę roku i temperaturę. Jakoś tak wyszło, poznałam jej historię.
Wcale nie łatwą zresztą. Chciałabym dać jej 'coś' dobrego, ... przecież człowiek człowiekowi nie tylko samo zło czyni....
Zaczynam śpiewać. Taka mała to piosenka z Ukrainy. Robi się nam obu cieplej :-)
Dość nietypowe na 'dzisiaj' spotkanie jest dla nas obu ważne.

Zaczynam świadomie kolekcjonować tego typu sytuacje. Czemu 'bycia w drodze', gdy takie zachowanie było dla mnie na porządku dziennym, nie przełożyć  na w 'bycie tu i teraz' w Łodzi?
Zamiast przedmiotów kolekcjonować sytuacje, zamiast artefactów - wrażenia.





słoneczne marzenie, 22.11. Kraków

https://vimeo.com/113969574



Performance na imprezie powinien być pozytywny. Tak mi się przynajmniej wydaje. To była dla mnie poprzeczka.
Co chcę powiedzieć, w jaki sposób?
Grzechotki to butelki z imprezy wypełnione gwoździkami. Rozdaję je zebranym, gestem proszę, by na nich grali i w ten sposób tworzyli podkład, akompaniament do mojego działania.
Mam na sobie sukienkę z "koca życia". Koc w ten sposób założony, złotą częścią na zewnątrz, ochładza.
Z kamieni zrobionych z popiołu, zabarwionych cytrynową żółcią tworzę krąg. Znajduję się w jego środku. Cały czas do tego nucę. Twarz i ręce oczyszczam błękitem. Stopy zostają bose. Nie maluję ich. Chcę mieć kontakt z ziemią. Gdy maluję usta, zaczynam śpiewać.
Jest to powtarzalna, prosta melodia.
Rozdaję przygotowane patyki oraz kości. Proszę o wybijanie rytmu. 
Wszystkie te czynności mają na celu stworzenie poczucia wspólnoty i bycia razem.
Na koniec rozdaję kwiaty oraz rytualnie naznaczam gości złotą farbą.
"Teraz możemy cieszyć się dalej, kto chce popiół? To są kamienie z popiołu".
Czysta radość, życie w najprostszych jego przejawach.
Dojście do poziomu najczystszej, naiwnej może, ale na pewno niczym nie skażonej prostoty. To mnie rajcuje! :-)




16.11.14 - 6 -7 - Łódź



 

Jest niedziela 16.11, godzina 6 rano. Siedzę w oknie mieszkania na ostatnim piętrze 10-piętrowego wieżowca. Pod stopami mam dach, nie jest niebezpiecznie. Miasto śpi, tylko gdzieniegdzie widać jakiś ruch, czyjąś obecność. Ten widok mnie rozbudza. Odczuwam radość, że siedzę tak wysoko obleczona tysiącem ciepłych warstw kurtek, bluz i kocy, że mogę to wszystko widzieć. Myślę o ludziach, którzy śpią. Mają na co dzień tysiące prac do wykonania. Niektórzy zajmują się żywieniem nas, inni odziewaniem. Są tacy, którzy rozkładają kable energetyczne, żebyśmy mieli prąd, inni budują drogi, inni uczą innych. Z daleka widzę jak bardzo jesteśmy od siebie zależni i jak bardzo wpływamy na siebie nawzajem. Ludzie ze swoimi sprawami, emocjami. Gdzieś pewnie dogorywa impreza. Ta miejska cisza jest niezwykła. Zaczynam śpiewać pieśń.  Z czasem rozkręcam się coraz bardziej. Pieśń, a właściwie modlitwa, poranna medytacja.  Po raz pierwszy jestem świadomym  świadkiem budzącego się dnia. Zmiana koloru nieba, przelot stada ptaków ; ich inwokacja splata się z moją. Para gołębi siada na kominie, przygląda mi się i przysłuchuje. Rozbudzam się jeszcze bardziej. Chcę przekazać tę radosną emocję w głosie, podzielić się nią. Wpadam w trans. Czuję się jakby zapalił się we mnie płomień. Żywy świat przyrody pokazał mi się w całej doskonałości. Ujawnił mi się delikatnie, choć ja wcale delikatnie nie śpiewałam. Poczułam się jak jego część, jak ważny element w Wielkiej Sieci Życia.  To było czysto kontemplacyjne przeżycie. Oczyszczenie.
DZIĘKUJĘ !!!!
Tomek Koszewnik, że mogłam wziąć udział w Twoim projekcie.
Tak! Noc nie jest wystarczająco ciemna.

PLANY POWSINOGI

 
zapiski z drogi - zmaterializowana efemeryczność, masa asfaltowo-bitumiczna, akryl, olej na płótnie, 1 m x 1,30 m



im coś wolniej pracuje, tym dłużej działa

Rok temu chodzenie stało się świadomym środkiem mojej wypowiedzi artystycznej. To przemieszczanie „od-do” nazwałam performance drogi.
Nie jest to chodzenie dla samego chodzenia. To przede wszystkim wyjście poza miasto, znalezienie się w czystych przestrzeniach pól, to przejście ze wsi do wsi, spotkanie drugiego człowieka, spotkanie siebie w nim, siebie w sobie i  w przyrodzie. To działanie nastawione bardziej na sam proces, niż na „produkt”.
Chciałabym w wakacje w 2015 roku wyjść w trasę Łódź-Częstochowa po raz kolejny.  Ten odcinek pokonałam już dwukrotnie - 2-6.09.2013 r. idąc sama na Festiwal Arterie III Strzał w Częstochowie oraz 5-7. 10. 2014 r. Za pierwszym razem oprócz marszu istotną częścią mojego działania była rejestracja dźwięków, pieśni, tego wszystkiego co głosem opowiadałam, będąc na otwartych przestrzeniach.
Gdy szłam po raz drugi skupiłam się bardziej na prywatnym działaniu do kamery. Powstała dokumentacja kilka performance, badających moje relacje z przyrodą.
Gdy będę szła po raz trzeci chciałabym iść dłużej, około 14-stu dni, albo nawet miesiąc (nie chcę mieć żadnych ograniczeń), w  myśl zasady, że "im wolniej coś pracuje, tym dłużej działa". Chciałabym mieć więcej czasu na każde spotkanie. Planuję iść tą samą drogą, tymi samymi polami, wsiami, nocować u tych samych ludzi. Chciałabym jednak tym razem wejść, na ile to będzie możliwe, w głębsze relacje z mieszkańcami wsi. Trzecia droga byłaby więc budowana wspólnie z napotkanymi osobami. Byłyby to spotkania prywatne i zbiorowe, spotkania śpiewacze we wsi, gry wiejskie i warsztaty dla dzieci, wspólne „lepienie” kwiatków, wycinanka-wypalanka oraz takie jakie będą potrzebne. Będą to raczej delikatne, efemeryczne interwencje.  Nie chcę się narzucać  ze swoimi pomysłami. Przybieram rolę czujnego obserwatora i badacza,  który uczy się od napotkanych osób i później z zebranych informacji buduje „sytuację potrzebną”.
Z drogi powstanie zapis filmowy, dokumentacja zdjęciowa oraz rysunki, kolaże.Taki jest plan.
Dopiero po tej wyprawie będę mogła zgromadzoną dokumentację z tych 3 performance drogi przedstawić w postaci wystaw w Łodzi oraz w Częstochowie.
Dlaczego chcę wyjść po raz kolejny?
Czuję, że muszę dać coś tym wszystkim ludziom, dzięki którym się zmieniłam, dlatego tak przekładam z pokazaniem czegokolwiek publicznie. Ta myśl zrodziła się we mnie w trakcie, ponieważ początkowo zakładałam podzieleniem się z innymi drogą, moimi o niej wyobrażeniami i z niej zmaganiami. Teraz wiem, że bardziej chciałabym stworzyć wydarzenie o ludziach ze wsi. Chciałabym, żeby to wydarzenie było i dla nich, i dla nas ludzi z miasta, a nie o mnie tylko, że idę i śpiewam, bo to za mało i znowu! stawia "artystę" z jego ego w centrum. Wolę być tym kimś kto łączy te 2 światy, niż na "scenie".  
Oczywiście, to wyjście w drogę rok temu, to był wielki krok dla mnie. Nie mogę zaprzeczyć. Ten akt wymagał ode mnie nie małej odwagi, samo determinacji, szaleństwa, pociągnął  ze sobą wiele konsekwencji. Rozwinięcia drogi, jej "odnogi" dzieją się codziennie.

POWSINOGA rozwinięcie I - urodziny babci Czesi, 08.11, Kuźnica Sulmierzycka

remiza-miejsce imprezy
ogieniek
tort urodzinowy  by wnuczka, ze swojskich jaj i mleka
prezent
W najśmielszych wyobrażeniach o mojej pieszej wędrówce nie zakładałam takiego rozwoju wydarzeń. Trudno też się dziwić, kiedy nie zakłada się niczego, a przyjmuje się wszystko co przychodzi. 
Zostałam zaproszona na urodziny babci, u której w domu nocowałam dwukrotnie. Zaproszenie jak i organizacja całej imprezy odbyła się w tajemnicy przed solenizantką. Przyjęcie było naprawdę wielkie, odbyło się w remizie we wsi. Babcia Czesia ma bardzo dużą rodzinę- same dzieci, wnuki i prawnuki to prawie 60 osób  i ja w tym wszystkim. Nie wiem jak kiedyś bawił się Wyspiański na zabawach wiejskich,ale czułam się jak moje wyobrażenie o tym, było fantastycznie!
Powstały 2 filmy video. Jeden  relacjonuje sobotnią zabawę, drugi to mój niedzielny spacer przez wieś, doprawiony głosem.
Jak tylko zwolni mi się transfer na vimeo,  podeślę linki. 

stop motion w ramach STOP MOTION 2.1 - 19.10.


Moje działanie w ramach STOP-MOTION 2.1. https://www.facebook.com/events/608364089274323/?fref=ts jest działaniem prywatnym.
Naśladuję kocicę Jolkę. Afirmuję  słońce.
Stop-motion w moim wykonaniu to naprawdę stop-motion. Nie mogę za długo patrzeć na słońce, ponieważ się nie da, bolą oczy. Leżę natomiast w jego promieniach na dywanie i się wygrzewam. Jolka jest genialna! Jest cudownie. :-))) Polecam! 

kolaże





    Tak napisałam 2 lata temu:

Sztuka z życiem mieszają mi się, są nierozpoznawalne. Już dawno się wymieszały, sama nie wiem kiedy. Człowiek w czasie zmienia się ... W przeładowanej informacjami i obrazami zmieniającej się  rzeczywistości kieruje mną pragnienie syntezy, scalenie natłoku doświadczeń, znalezienie formy najbardziej oszczędnej i skondensowanej. Chcę się wyrwać od tego wszystkiego co mnie rozprasza, by ocalić to, co jest najgłębiej moje własne. Znalazłam taką możliwość w śpiewie "otwartym głosem", w pieśniach tradycyjnych. Pisałam już trochę o tym w tekście "Sianie" do wystawy "Eksperyment z zasiewem i głosem" w Galerii Manhattan w 2012r. Pieśni te są żywe, stworzyli je ludzie, którzy żyli tym co prawdziwe; żyli ziemią, rodziną, czasem także i wojną, żyli w zgodzie z naturą. Pomagały one wyrażać emocje i przekazywać najważniejsze wartości. Powstawały z potrzeby opowiedzenia jakiejś / swojej historii,  z potrzeby oczyszczenia.
Wykorzystanie tego, co świat nam daje: materiałów, surowców, z których tworzymy cywilizację, pozwoliło nam na dokonanie naprawdę wiele - wynalazki, odkrycia, podniesienie poziomu życia, ale z drugiej strony przysłoniło nam pewne rzeczy, które istnieją w naturze, a które umknęły naszej uwadze. Paradoksalnie najmniej wiemy o tym, co istnieje cały czas.


Ewolucja ludzka to rozwój duchowy, nie materialny. Cała nadzieja pozytywnych zmian w świecie leży w uduchowieniu się człowieka.

...
Pewien mędrzec powiedział kiedyś:
"... grzechem jest wszystko, co istnieje inaczej niż z konieczności. Jeśli w istocie tak jest to cała nasza cywilizacja zasadza się na grzechu, od początku, aż do końca. Popadliśmy w straszliwą dysharmonię między cielesnością, a rzeczywistymi pragnieniami naszego ducha."
...
Cywilizacja oparta na przemocy, władzy, strachu i zniewoleniu  ... straszne.

POWSINOGA-POWTÓRZENIE -performance drogi; 05-07.10

https://vimeo.com/109648955

https://vimeo.com/111502870


To była spontaniczna decyzja. Byłam cholernie zmęczona. 
... nie rozumiem czemu ciągle człowiek innym źle czyni i źle życzy....
Wyszłam w niedzielę rano, wróciłam w nocy z wtorku na środę. Trasa była ta sama co w ubiegłym roku. Wyjechałam jednak za Pabianice, by od razu znaleźć się na polach. Chciałam po prostu iść i <tam> w czystych przestrzeniach pobyć. Doszłam do Strzelec Wielkich, stamtąd PKS-em do Częstochowy (42km). PKS-em też później do Łodzi. Tak wyszło. Przeszłam około 100km, trochę mniej chyba. Dzień teraz krótszy, musiałam iść również zmrokiem, w totalnej ciemności. Co ciekawe w ogóle się nie bałam, szłam właściwie na pewniaka. Jestem wielkim szczęściarzem, w domach, w których nocowałam w ubiegłym roku, zostałam królewsko ugoszczona. DZIĘKUJĘ! Śpiewałam wszystkiemu żywemu i martwemu (motyl) co spotkałam. Myłam twarz rosą. Chodziłam też boso, ale tylko trochę. Jadłam stare odmiany jabłek. W domu u Tereski i babci Czesi na nowo wybrzmiały pieśni, których nauczyłam się tam w ubiegłym roku. Byłam rozpoznawana! przez osoby, którym ostatnim razem podarowałam kwiatka z bibuły - to były bardzo mocne (dla mnie) momenty. Ludzie sami do mnie podchodzili, gdy gdzieś we wsi odpoczywałam, albo ściskali, gdy wchodziłam do sklepu (miejscowość Żar). Pamiętali mnie z ubiegłego roku! Nie wyrzucili kwiatków, jakie rozdawałam w ubiegłym roku. W sklepie Pani Małgosia pokazała mi jak jej wypłowiał :-)  Powstały małe działania podczas wielkiej (dla mnie) drogi. Teraz wiem, że to dopiero początek lepiej poznanych znajomości. DZIĘKUJĘ! za wszystkie dobre słowa i myśli, i za pożyczony sprzęt :-) 3 dni wystarczą, by wrócić pełnym.
KOCHAM WIEŚ! Przyroda to POTĘGA!
Zostałam zaproszona na urodziny. Jadę, nie idę tym razem, wkrótce na nie  PKSem :-)
Powstała również gigantyczna dokumentacja. Teraz wiem, że za rok wyjdę znowu tą samą trasą. Chcę iść wtedy jeszcze dłużej. Chcę mieć więcej czasu na każde spotkanie.










Dzięki Tomkowi Kosińskiemu, Marcie Frej i Arterii wyszłam w tę drogę w ubiegłym roku. Działanie artystyczne przerodziło się w prywatną pielgrzymkę, a ta znów w działanie. To jest najlepsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić


SZUKAM CZŁOWIEKA/BIESIADA ŻYCIA - Galeria Scena, Koszalin 29.09.2014


https://www.youtube.com/watch?v=jsbSQNOSMDw

Działanie wyrosło pod wpływem wydarzeń na Ukrainie, którą całym sercem kocham, i na Bliskim Wschodzie, silnego poczucia, że wisimy nad przepaścią. To jest mój akt desperacji. Życie jest tajemnicą. Oddychamy, czujemy zapachy, widzimy, słyszymy. Gdyby każdy zastanowił się nad tym, że żyje, tak szczerze i od środka, od samiusieńkiego jądra nad podstawą naszego bycia, to chyba inne byłoby nasze podejście do drugiego człowieka i do nas samych. Czy wtedy szanowalibyśmy siebie i cały otaczający świat?

fot. Ryszard Ziarkiewicz


fot. Weronika Teplicka i Zdzisław Pacholski


GRANICE GLOBALIZACJI - Polish Art Tomorrow, Mediations Biennale, Poznań

 <A witojcie wospanowie,
daleko tam brat na wojnie?
Nie daleko w cernym polu
trzyma główkę na kamieniu
prawą nózką we strzemieniu.
Konik jego wele niego
grzebie nózką , załuje go.
...>
(pieśń dziadowska, Raciborowice, fragm.)
Koncert - performance ZIEMIA wspólnie z Miejskim Darciem Pierza  na otwarciu wystawy Granice Globalizacji  21.09.















„Śpiewnik” to wizualna i dźwiękowa kolażowa opowieść  o spotkaniu z sobą, z zielenią,  z drugim. W dużej mierze jego tzw. zaczyn powstał podczas moich pieszych wędrówek przez Polskę ( w sumie ponad 450km) oraz podczas tegorocznej (sierpień 2014) podróży do Armenii.

Globalne kryzysy: polityczny, ekonomiczny,  ekologiczny oraz  kryzys świadomości i sensu (wyjałowienie duchowe) to według mnie skutek naszej niedojrzałości oraz naszego braku szacunku do nas samych, do otaczającej nas przyrody. Żyjemy w momencie przełomowym, w którym ponownie powinniśmy sformułować to kim jesteśmy.  Rozszerzmy swoją tożsamość, by całą ludzkość postrzegać jako naszych braci w pobycie na Ziemi, inne stworzenia jako część naszej ewolucyjnej rodziny, a biosferę jako nasz wspólny dom.  Każdy z nas ma  tylko jedno życie.  Każdym gestem, słowem, czynem wpływam na moje otoczenie. Wszystko jest ze sobą powiązane.

By uzdrowicielska refleksja mogła zaistnieć na najgłębszych poziomach, musi się przejawić w przestrzeni, czystej przestrzeni, która jest naszym wspólnym dobrem. Podważyć stan obecny. Patrzeć, czuć, spotykać się, rozmawiać do późnych godzin nocnych, wspólnie, nie osobno. Siebie możemy zrozumieć jedynie w Innych.


fragment części wizualnej

 https://vimeo.com/111507125