Tanz der Lebensfreude - happening w przestrzeni miasta Ustki

„Ludzkie zamieszkiwanie świata – pisze Francois Chirpaz – polega na tym, by pozwolić się unosić biegowi rzeczy i działać, by być otwartym i sprawiać, że świat się otwiera, by wybiegać mu naprzeciw i umieć go oczekiwać, by komunikować się z nim w poczuciu swojskości”

  Gdy Edyta Wolska poprosiła mnie bym przeprowadziła happening w przestrzeni miejskiej Ustki aktywizujący mieszkańców i turystów, wiedziałam, że nie mogę zrobić nic "ciężkiego". Majówka w końcu to czas odpoczynku. Mówiąc szczerze nie do końca byłam pewna co chcę dokładnie zrobić.  Przyjechałam parę dni wcześniej, by poobserwować, pobyć, poczuć miejsce.
Retysio, co ci wszyscy ludzie tu robią, jak spędzają czas? Istnieje jakaś granica w jedzeniu gofrów, kebabów przecież,  a teraz jest nawet za zimno, by móc leżeć na plaży.
Chciałam stworzyć sytuację dobrej zabawy i radości.
   W Ustce jest sporo kuracjuszy, właściwie teraz na łikendzie majowym było ich więcej jak turystów. Jednego wieczora odważyłam się, by pójść do nich do pensjonatu na dancing.  Może się to wydać dziwne, bo jaki młody człowiek chodzi na takie "staroświeckie"zabawy. A ja tymczasem zapragnęłam poznać takich kuracjuszy. Chciałam zobaczyć jak bawią się ludzie w wieku moich rodziców, którzy pomimo lat nie stracili radości życia. (Myślę, że zrobiłam to ze względu na moich rodziców, bo widząc tych starszych wiekiem ludzi, myślałam o nich, głównie o tacie). 
W Tęczy na dancingu było cudownie, byłam najmłodsza, mogłam być ich córką, wnuczką nawet. Bawiliśmy się świetnie.Kupili mi piwo i czekoladę. Śpiewałam im do mikrofonu, bo słyszeli jak tego dnia śpiewałam razem z koleżanką na ulicy i mnie o to poprosili. Następnego dnia wszyscy przyszli na moje wydarzenie. Tańczyliśmy na promenadzie przez godzinę. To był szalony taniec wywijaniec do starych szlagierów min.: Mieczysława Fogga, Jana Kiepury, Happy End, Haliny Frąckowiak itp.  Zapraszaliśmy wtedy każdego do tańca.Ci najstarsi byli najlepszymi tancerzami.
Wskrzesiliśmy czas. Na chwilę na promenadzie świętowaliśmy żywe, radosne Święto Tańca Radości Życia.

Tanz der Lebensfreude dedykuję moim rodzicom.

Tytuł celowo w języku niemieckim. Dla większości starszych ludzi ma on tylko jedno skojarzenie, co przy obecnej sytuacji na Ukrainie niesie dodatkową informację - pokojową. Wydało mi się potrzebne, by pisać, mówić o miłości i radości życia właśnie w tym języku.
Tym bardziej, że parę dni wcześniej śpiewałam z koleżanką na ulicy właśnie ukraińskie i rosyjskie pieśni.

fot. Krzysztof Tomasik



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz