16.11.14 - 6 -7 - Łódź



 

Jest niedziela 16.11, godzina 6 rano. Siedzę w oknie mieszkania na ostatnim piętrze 10-piętrowego wieżowca. Pod stopami mam dach, nie jest niebezpiecznie. Miasto śpi, tylko gdzieniegdzie widać jakiś ruch, czyjąś obecność. Ten widok mnie rozbudza. Odczuwam radość, że siedzę tak wysoko obleczona tysiącem ciepłych warstw kurtek, bluz i kocy, że mogę to wszystko widzieć. Myślę o ludziach, którzy śpią. Mają na co dzień tysiące prac do wykonania. Niektórzy zajmują się żywieniem nas, inni odziewaniem. Są tacy, którzy rozkładają kable energetyczne, żebyśmy mieli prąd, inni budują drogi, inni uczą innych. Z daleka widzę jak bardzo jesteśmy od siebie zależni i jak bardzo wpływamy na siebie nawzajem. Ludzie ze swoimi sprawami, emocjami. Gdzieś pewnie dogorywa impreza. Ta miejska cisza jest niezwykła. Zaczynam śpiewać pieśń.  Z czasem rozkręcam się coraz bardziej. Pieśń, a właściwie modlitwa, poranna medytacja.  Po raz pierwszy jestem świadomym  świadkiem budzącego się dnia. Zmiana koloru nieba, przelot stada ptaków ; ich inwokacja splata się z moją. Para gołębi siada na kominie, przygląda mi się i przysłuchuje. Rozbudzam się jeszcze bardziej. Chcę przekazać tę radosną emocję w głosie, podzielić się nią. Wpadam w trans. Czuję się jakby zapalił się we mnie płomień. Żywy świat przyrody pokazał mi się w całej doskonałości. Ujawnił mi się delikatnie, choć ja wcale delikatnie nie śpiewałam. Poczułam się jak jego część, jak ważny element w Wielkiej Sieci Życia.  To było czysto kontemplacyjne przeżycie. Oczyszczenie.
DZIĘKUJĘ !!!!
Tomek Koszewnik, że mogłam wziąć udział w Twoim projekcie.
Tak! Noc nie jest wystarczająco ciemna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz